Po burzy

tak łatwo rozdzielić jest nasze na moje
choć  wówczas wszystko już twoje i moje
choć świat rozpada się nam na nas dwoje
a życie już dwoma rzekami płynie
ciężko uwierzyć że wszystko to minie
a jednak
mija

już nie nasze jest łóżko
nie nasza łazienka
choć wygląda na naszą…

serce mi pęka
bo wiem że nie wrócę
do domu swego
jak wygnaniec
z azylu własnego…

ostatnie spojrzenie na NASZE
NASZE
NASZE
mieszkanie
ostatnie westchnienie

 

tak łatwo rozdzielić ci nasze na moje
było nasze
mieszkanie

a dzisiaj już twoje…

wspomnienie

w naszym domu
pełno włosów czarnych
co zatykają odpływ w zlewie
denerwujesz się
ale odpływ jest jaki jest
czasem się zatyka
przecież to tylko rzecz

w naszym domu
dwie poduszki
jedna kołdra
jeden koc
jeden ogromny kłębek nerwów
gdy wieczorem siadasz zmęczony do kolacji

jadasz w pojedynkę
mawiasz
-z konieczności-
przecież z telefonem nie da się jeść kolacji

w naszym domu
podwójne łóżko
komoda
w której szuflada jedna jest pusta
szafa
której połowa wieszaków jest naga

w naszym domu
kuchnia jest martwa
a łóżko prawie puste
za dużo miejsca
za mało materii

w naszym domu
nikt nie śmieje się w głos
jest balkon i dwa taborety
jedna popielniczka
i parę niedopałków
ale zawsze
zawsze jeden tylko
ty

niebyt istoty

wobec czasu
ja jestem przecież
tylko małym
najmniej istotnym
najnieistotniejszym
bytem

wobec całych setek
milionów
nieogarniętych przez móżdżek mój
światów i istnień ogromnie i istotnie
nic nie znaczących
ja – indywiduum
otóż
ja jestem po prostu
w istocie
jestem po prostu sobie

przed oczami mam lata
i wiosny
i zimy
i parę jesieni
tych smętnych dni w niebycie gdzie bycie
w istocie
staje się dość
nieistotne

a cóż ma być istotne
gdy istotą istotności
bywa życie
tak marne
a jednak koszmarne
w swym bycie?

marry lou

wielkie maleństwa

minęli się
spojrzeniami
gdzieś się spotkali
w pewnym momencie czasu i przestrzeni
ale to nie jest przecież istotne
nic to
a jednak coś!

minęli się
a jednak zostali
w tym momencie
tak przecież nic nie znaczącym
w czasie i przestrzeni
zapamiętali krótkie mgnienie
które zwać zwykli uśmiechem
nic to
a jednak coś!

minęli się
a jednak nocą
jedno o drugim myślało
ostali w tym jednym momencie
na jednej tej płytce chodnika
w półkroku
nic to
a jednak coś!

minęli się
a jednak
uczucie wielkie
wiersze niewieście
o nieznajomym pięknym
o uśmiechu przelotnym
o nieznanym a znajomym
nic to rzekomo
a jednak coś!

i co?
krótki czas
i krótka przestrzeń
minęło to
co w pamięci zostało
już nic to
jednak nic

wielkie się wydaje wszystko
że to takie coś
a jednak nic.

istnienie

ktoś mówił kiedyś
cogito
ergo sum
słów tyle mądrych
popartych lub nie
czynami
haniebnymi lub nie
cóż z tego

ja nie powiem
nie jestem z tych
co by cogito
z ergiem
sumowali
ja jestem
bo jestem
a myślę
czasami

a kochać
-o!
to coś
całymi myślami
utożsamiam z istnieniem
amo ergo sum

wiosna

co za radość!
stopniał śnieg
i w źrenicach
odbija mi się chęć do życia

słońce praży moją skórę
słońce, zrób we mnie dziurę
słońce, uspokój me ciało
żeby już nie bolało

słońce! uspokój mą duszę,
sama się do tego nie zmuszę

czy mogę
sprawić sobie
oczy nowe
uszy
usta, co złotą
dadzą mi mowę
proszę

czy mogę sprawić
że się odprawi
wszystko
by nic nie zostało

czy mogę
go odprawić
sobie nowe życie sprawić
umrzeć tutaj
tam od nowa
urodzić się

przykrość

przyczyno mojego starzenia!
ukochałeś sobie ludzki wrak
wszystko kochasz we mnie
na wspak
na wspak
n a w s p a k

nie mogę sprawić
żeby go odprawić
umrzemy razem
tym razem

słońce, odprawić chcę życie
pożegnać je należycie

słońce, lecz dobrą śmierć zimie spraw
dobrą śmierć zimie spraw

koniec tęczy

odwróć się
wolę twoje oczy widzieć
niż łopatki
(na domiar niczego
zakryte)

odwróć się
spójrz jak policzki mi czerwienieją
to nie ekscytacja
(choć burzy się we mnie wszystko)

odwróć się
na pięcie
rozładuj napięcie

odwróć się
utul i stój wytrwale
stój
(nie krzyknę
zamilknę jedynie)

zawyło mi serce
rozwydrzyło się wielce
przez ciebie
(przyzwyczajona do wygód jednostka
bo odebraniu komfortu
odmawia posłuszeństwa)

ukarać je muszę
odwróć się i idź
uleczę rozłąką mą duszę
(idź, naprawdę
to potrwa wieczność)

zawyło mi serce
rozpadło się
odszedłeś
(mądrze
przecież sama ciebie o to prosiłam)

minął kolejny maj
i dziś między nami
piękna radosna tęcza
uśmiechasz się
a mi oczy
zaszły łzami

spytasz
czemu płaczesz skoro wyszła tęcza
skarbie